Elafria ocenia: Znani i kontrowersyjni

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Nieważne co piszą, byleby nie przekręcili nazwiska – już od starożytności owa sentencja stanowi credo życiowe dla jednostek, które pomimo braku talentu,  chcą szybko i bez wyrzeczeń zdobyć rozgłos. W tym miejscu warto wspomnieć Herostratesa – greckiego szewca ogarniętego obsesją zyskania wiecznej sławy.  Aby osiągnąć swój cel spalił Artemizjon, jeden z siedmiu cudów świata. Szalony rzemieślnik został skazany na śmierć, a jego nazwisko miało zostać wymazane z wszelkich dokumentów – jak wiadomo tak się nie stało. Współczesnym „Herostratesom” jest o wiele łatwiej – zamiast palić obiekty wystarczy im dokonać czynu, od którego szanujący się obywatel spaliłby się ze wstydu – roznegliżować w miejscu publicznym, wdać w bójkę ze stróżami prawa itp.,  a media zamiast zamiast spuścić zasłonę milczenia, zapewnią rozgłos godny wybitnym twórcom. W poniższym zestawieniu znalazło się grono krajowych i zagranicznych celebrytów, którzy ku uciesze tłumów (i zażenowaniu redaktorów Elafrii) brylują w środkach masowego przekazu.

Justin Bieber 

Tego chłopca nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Nie tylko jest bardzo znany; jego albumy sprzedają się fantastycznie, pojedyncze utwory zaś mają tyle wyświetleń na youtube, że biją wszelkie rekordy. Bieber należy też do najbardziej znienawidzonych osób show-biznesu. Swego czasu nakręcono nawet filmik, jak muzyk zostaje rozstrzelany. Trudno policzyć ile razy oberwał. A jak już o obrywaniu mowa, również w prawdziwym życiu Justin lekko nie ma. W lipcu 2014 roku doszło między nim, a aktorem Orlando Bloomem do spięcia. Doszło do bójki w restauracji, po której wokalista opuścił lokal, a Bloom otrzymał gromkie brawa. Dodajmy jeszcze alkohol, narkotyki, problemy z prawem i kolejne bójki… Cóż, chyba w tym miejscu należałoby przytoczyć słowa Sharon Osbourne (żony słynnego Ozziego) dotyczące Biebera: „Jest taki mały dzieciak, który ma wielkie marzenia. Jest śliczniutki, dziewczyny go kochają, a on chce być tym niegrzecznym łobuzem. Z tym że jest tak niegrzeczny, jak malutki kotek, choć bardzo się stara.”

Nickelback 

Zespół rockowy, który mimo ogromnej popularności jest wyśmiewany przez internautów i dziennikarzy. Świat o Nickelback usłyszał za sprawą takich utworów jak „How You Remind Me” czy „Hero”. Później było już tylko gorzej, ale nie ze względu na tworzenie przez kanadyjską grupę słabszych utworów, a podobnych do wcześniej wymienionych. Wtórność, brak oryginalności, toporne teksty – takie zarzuty stosowane są w odniesieniu do Nickelback. Jeśli dochodzi do tego brak dystansu do siebie i swojej pracy muzyków zespołu – nic dziwnego, że Nickelback szacunkiem się nie cieszy.

Michał Wiśniewski 

Wspomniany w kontekście Justina Biebera Ozzy Osbourne stanowił wzór do naśladowania dla pierwszego w tym zestawieniu polskiego celebryty. Niestety, nie chodziło bynajmniej o inspirowanie się twórczością wokalisty „Black Sabbath”, lecz jego sposobem kreowania medialnego szumu. Michał Wiśniewski został w 2003r. bohaterem reality show. Na jego potrzeby lider zespołu „Ich Troje” przeprowadził się do naszpikowanej kamerami i mikrofonami willi, aby przez kilka miesięcy widzowie mogli obserwować życie prywatne  Michała, jego żony Marty (będącej wówczas w ciąży z córką Fabienne) i syna Xaviera. Wiśniewski oprócz zamiłowania do promocji własnej osoby i nadawania swym dzieciom imion niegrzeszących pospolitością znany jest również z burzy czerwonych włosów, oryginalnego ubioru, ciętego języka („Raz wziąłem tabletkę LSD i ożeniłem się z Magdą Femme. No k***a. Nie mogę. To mi nie służy. Pięć lat mnie ten tabletek kosztował.”) oraz… chęci poszanowania własnej prywatności! Kilka miesięcy temu gwiazdor skarżył się na psychofankę, która zasypywała go listami miłosnymi, i chciała wedrzeć się do jego domu. Przypadek Michała Wiśniewskiego powinien stanowić przestrogę dla ludzi marzących o sławie. Cytując klasyka: „Uważaj, czego sobie życzysz – bo może się spełnić!”

Paulo Coelho 

Brazylijski pisarz i poeta, w przeciwieństwie do wyżej wymienionych przedstawicieli showbiznesu, nie zasługuje na miano skandalisty. Wręcz przeciwnie, media zamiast pisać o życiu prywatnym Paulo Coelho, skupiają się na jego twórczości. Na dorobek autora „Alchemika” nie składają się jednak skandalizujące powieści pokroju „50 twarzy Greya”, lecz utwory z dziedziny, wydawałoby się najmniej atrakcyjnej dla
tabloidów – filozofii. Niestety są ludzie, którym cegła w drewnianym kościele spadnie na głowę, nie inaczej było w przypadku Coelho, który stał się niezwykłą osobą dzięki… zwykłym i banalnym ideom. Krytycy twórczości Brazylijczyka zarzucają mu brak oryginalności, stosowanie zapożyczeń z dzieł innych twórców, a także formułowanie opakowanych w
pseudo-metafizyczną otoczkę miałkich idei jak np. „W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca”. Wracając do wątku kościelnego, warto wspomnieć że do grona krytyków Coelho należą również katoliccy duchowni, którzy mistycyzm zawarty w jego dziełach traktują jako herezję. Cóż, ciężki jest życie filozofa, łatwo można go wdeptać w ziemie. Zwłaszcza jeśli zwrócą się przeciw niemu wysoka kultura i siła wyższa. Paulo Coelho nie powinien się jednak martwić. Cytując słowa zawarte w mądrości (?) ludowej: „Będzie dobrze – jak nie będzie źle”.

Saga „Zmierzch” 

Pozostając w temacie literatury, nie można zapomnieć o cyklu „Zmierzch” autorstwa Stephanie Meyer. Kilka lat temu osiągał on rekordy sprzedaży. Szczególnie dużym powodzeniem cieszył się (i nadal cieszy się) wśród nastolatek. Bardziej wymagających miłośników zarówno literatury, jak i filmu, „Zmierzch” raczej nie zaciekawiłby, ale kiedy coś staje się niezwykle popularne, często sprawdzamy – dlaczego.
Kiedy zaczynałem swoją przygodę z żurnalistyką napisałem artykuł „Dlaczego nie lubię wampirów XXI wieku?”. Ciekawy temat i niemal 17 tysięcy wyświetleń – to zapewne jedyne zalety tegoż tekstu, ale to już inna historia. Wciąż jednak zgadzam się z tym, co myślałem przed laty o największych wadach „Zmierzchu”, a są to: wyidealizowani bohaterowie oraz doszczętnie zdeformowany wizerunek wampira.
Nim jednak pójdziemy dalej, pozwolimy sobie zacytować Stephena Kinga, który niegdyś powiedział: „Harry Potter jest o przezwyciężaniu strachu, znajdowaniu wewnętrznej siły i robienia tego, co jest słuszne w walce z przeciwnościami. Zmierzch jest o tym, jak ważne jest to, by mieć chłopaka.” Nic dodać, nic ująć.

Krzysztof Ibisz 

Wampiry nie starzeją się z wiekiem. Krzysztof Ibisz zawstydził wampiry, nie dość, że się nie starzeje, to jeszcze z wiekiem młodnieje. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy dziennikarze, zwracający uwagę na zmiany w jego wyglądzie zewnętrznym:  podniesione powieki, wygładzone zmarszczki, oraz gładką skórę. Sam „polski Benjamin Button” zarzeka się, że na jego wygląd mają wpływ zdrowy styl życia i aktywność fizyczna, odrzuca również zarzuty o to, iż przesadnie dba o swoją urodę i sylwetkę – szczegóły dotyczące swojej „nowej młodości” zawarł w gorąco komentowanej przez bulwarowe media książce „Jak dobrze wyglądać po 40-ce”. Celebryta dbający o sylwetkę powinien zażywać dużo wody, najlepiej sodowej. Umieszczona w żołądku gasi pragnienie, a w głowie nie gasi zainteresowania mediów.

Gracjan Roztocki 

„Mój ty Internecie, jesteś mi wszystkim i bardzo kocham ciebie” – tak śpiewał w jednym ze swoich utworów Gracjan Roztocki. Niestety, owa miłość nie spotkała się z wzajemnością. Cukiernik z Krakowa, znany właśnie dzięki tworzeniu dość osobliwych piosenek („Siku siku”, „Moje czerwone stringi”) oraz roznegliżowanych zdjęć własnej osoby, przez wielu użytkowników Sieci nie został potraktowany jako wisienka na Internetowym torcie, lecz zakalec. Internauci, zdaniem Gracjana obrażali go i wyśmiewali. Dlatego postanowił zakończyć karierę i  twórczość ograniczyć tylko do grona przyjaciół. Nadzieją dla Roztockiego może okazać się Iran, który chce stworzyć własny Internet – z pomocą Allaha stanie się jeszcze bardziej „praktyczny i światowy” niż pierwowzór!

Natasza Urbańska 

Aktorka filmowa, telewizyjna i teatralno-musicalowa, związana z teatrem studio Buffo, którego dyrektorem artystycznym jest jej mąż Janusz Józefowicz. Natasza Urbańska jest ponadto współwłaścicielką domu mody. Jak przystało na prawdziwą celebrytkę, pielęgnuje modne wśród ulubieńców prasy bulwarowej zwyczaje: występy w telewizyjnych show, afiszowanie się swym życiem prywatnym, obecność na rozmaitych imprezach i bankietach. Nic nadzwyczajnego – do czasu. Aktorka znana z „Fali zbrodni” dokonała istnego mordu na zmysłach opinii publicznej rolą w powstałym trzy lata temu filmie „1920. Bitwa Warszawska”. Za występ w tej produkcji otrzymała trzy Złote Węże (polskie odpowiedniki Złotych Malin): Najgorsza Aktorka, Najgorszy Duet i Żenująca Scena. Z powodu Nataszy ucierpiał nie tylko wzrok, ale i słuch. Jej, z braku lepszego słowa napiszemy utwór „Rolowanie” spotkał się ze zmasowaną krytyką za potrójnie żenujący poziom: teledysku, muzyki oraz tekstu. Urbańska chciała by wziąć ją na „dancefloor”, w zamian oferowała „hardcore”. Niestety, okazało się, że internauci czują do niej „zero temptation”, jak do każdego, kto myśli, że jest cool, a zwyczajne robi siarę.

Natalia Siwiec

Kobieta, która dzięki przypadkowemu (?) zdjęciu zrobionemu podczas meczu Polska – Rosja na ostatnich Mistrzostwach Europy w piłce nożnej, została okrzyknięta „Miss Euro 2012”. Jak na typową Miss przystało, stała się swoistym ambasadorem Polski (a przy okazji swojej osoby) na międzynarodowej arenie. Pomógł jej Radosław Sikorski, ówczesny minister spraw zagranicznych, publikując jedno z jej zdjęć na Twitterze. Sam polityk miał później problemy w związku z bezprawnym upublicznianiem fotografii. Natalia chociaż w pewnym sensie jest podobna do Sikorskiego – oboje lubią robić szum wokół własnej osoby, nie ma takich problemów jak on. Wręcz przeciwnie, udostępnianie zdjęcia z Euro 2012 wpłynęło na rozwój jej kariery: podpisywała kontrakty reklamowe, brała udział w sesjach zdjęciowych, również takich,  podczas których nie towarzyszyła jej ani biało-czerwona flaga, ani żadna inna tkanina. Dzięki nagim zdjęciom Siwiec zrobiła spektakularną karierę w Polsce, lecz kraj nad Wisłą okazał się zbyt małym rynkiem dla Miss Euro – postanowiła udać się do USA. Tam motywem przewodnim zdjęć zamiast całego ciała, miała być tylko jego niewielka, lecz istotna część – usta. Na jednym z nich Natalia prezentuje lekko rozchylone, pełne wargi, które nadają erotyczny wydźwięk. Modelka z pewnością znajdzie się teraz na językach wielu osób – w przenośni, a może nawet dosłownie.

Doda (Dorota Rabczewska) 

„Choć popularność Dody jakby przygasła, to w rankingach na najbardziej znienawidzoną nadal trzyma się mocno” – pisał niegdyś o niej słynny Pomponik.pl. Faktycznie, zdaje się jakby ostatnio trochę mniej naszej seksownej „queen” było, a przecież Dorota Rabczewska stara się, żeby mówiono o niej. Tu jakiś skandal, tam jakaś kontrowersja, a media podchwycą i Polacy nie zapomną, że nasza „królowa” wciąż żyje (i to pełnią życia!). Ileż romansów już miała, ile fatalnych piosenek nagrała – trudno zliczyć. Pomyśleć jednak, że potencjał w tej kobiecie był niemały. Jako wokalistka zespołu Virgin wcale tragiczna nie była.

Mister D (Dorota Masłowska) 

Pisarka i piosenkarka. Najpierw była nie mała popularność za sprawą dokonań pisarskich, a w 2014 roku Dorota Masłowska rozpoczęła muzyczną działalność i znów o niej usłyszano. Pod pseudonimem Mister D. wydała solowy album muzyczny – „Społeczeństwo jest niemiłe”. Tytuł płyty jest adekwatny do (lekko mówiąc) nieprzychylnych opinii jaką zdobyła. Utwory takie jak „Chleb” czy „Hajs” to kwintensencja kiczu. Oczywiście głęboko wierzymy, że Mister D wiedziała co robi, ale dla nas jej „Chleb” jest niejadalny i „Hajsu” też nie przyjmujemy.

Miley Cyrus 

Kolejne po Justinie Bieberze „cudowne dziecko” showbiznesu, które, wbrew pozorom nie do końca zasługuje na krytykę. Potępiać można ludzi w pełni odpowiedzialnych za swoje czyny, natomiast zarówno Justin, jak i Miley to nic innego jak bezwolne marionetki w rękach wytwórni muzycznych, decydujących o tym z kim określona gwiazda ma się spotkać, co powiedzieć i jak się zachowywać – wszystko w celu osiągnięcia jak największego zysku. Nie inaczej było w przypadku Cyrus – dziewczyna udowodniła, iż biznes muzyczny jest dla niej stworzony, bo potrafi tak zatańczyć, jak jej zagrają (i kogo każą zagrać). Hollywood powszechnie uważa się za krainę rozpusty, pełną degeneratów o przetrąconym kręgosłupie moralnym. Na szczęście znalazła się Miley Cyrus, osoba będąca (na potrzeby mediów) cnotliwą oazą na bezwstydnej pustyni. W życiu zawodowym grała uroczą dziewczynę z sąsiedztwa, której alter ego to Hannah Montana, nastoletnia piosenkarka (oczywiście stroniąca od kontrowersji). W życiu prywatnym natomiast stanowiła uosobienie przyzwoitości,  pragnące zachować dziewictwo do ślubu, w tym celu nosiła nawet pierścień czystości. Szefowie wytwórni uznali jednak, że bezgrzeszność jest passé i trzeba obrócić wizerunek o 180 stopni. Tak też się stało: wulgarny język, skąpy ubiór połączony z wyuzdanym tańcem na gali Video Music Awards, obrażanie osób chorych psychicznie – to teraz chleb powszedni młodej „gwiazdy”. Jak wiadomo: jest to cnota nad cnotami trzymać język za zębami. Cyrus ją właśnie straciła, wkrótce pewnie przyjdzie czas na kolejne.

Jocelyn Wildenstein 

To jedna z mniej znanych osób, które zasłużyły sobie na wątpliwy zaszczyt zamieszczenia w tym zestawieniu, choć pewnie wielu z was słyszało o kobiecie-kot. Nie mówimy tu o tytułowej bohaterce pewnego filmu, gdzie główną rolę otrzymała Halle Berry, a o ofierze licznych operacji plastycznych. Wildenstein jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku była zwykłą dziewczyną. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy do głowy naszej bohaterki wpadł szalony pomysł, który kosztował ją ponad cztery miliony dolarów i oszpecił. Otóż postanowiła za wszelką cenę upodobnić się do kota, aby zatrzymać przy sobie męża, milionera Aleca N. Wildensteina, który był miłośnikiem tych zwierząt. Później Jocelyn wpadła w nałóg ciągłego „upiększania się”, co okazało się dla niej destrukcyjne.

Kim Kardashian 

Upiększanie bynajmniej nie wpłynęło destrukcyjnie na  celebrytkę, która ostatnimi czasy przoduje w bulwarowych mediach, dzięki promocji tylnej części swojego ciała. Kim Kardashian, córka amerykańskiego prawnika ormiańskiego pochodzenia nie poszła w ślady ojca. Uznała, że nie stanie się sławna dzięki noszeniu togi, ani żadnego innego odzienia. „Gwiazda” znana dotąd z występu w reality show pt. „Keeping Up With the Kardashians„, opisującego  życie rodzinne Kim, oraz seks-taśm zgłębiających aspekty jej życia intymnego, tym razem przykuła uwagę mediów dzięki okładce zimowego numeru kwartalnika „Paper”, na którym prezentuje swoje nagie pośladki. W niecały tydzień witrynę serwisu odwiedziło 11 milionów użytkowników, co z pewnością nie pozostanie bez wpływu na stan konta „artystki”.  Kim Kardashian udowodniła, że dać (sfotografować fragment swojego) ciała, to nie znaczy odnieść porażkę (przynajmniej w kwestii finansowej).

Anders Breivik 

Last, but not least, człowiek, który… miał misję do wypełnienia. Tak przynajmniej tłumaczył mediom, ale jak wiadomo dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. O ile w przypadku wymienionych wyżej  celebrytów groźby pozbawienia życia brzmią zdecydowanie na wyrost, tak norweski „mesjasz” zamiast wymierzonego przez sąd wyroku 21 lat pozbawienia wolności (w miejscu oferującym warunki godne pensjonatu) bardziej zasługuje na 15 sekund prądu o napięciu 2000 V, przepływającego przez jego ciało. Anders Breivik, bo o nim mowa, podłożył  bombę  przed biurem ówczesnego premiera Norwegii Jensa Stoltenberga. W wyniku eksplozji zginęło 8 osób. Następnie udał się na wyspę Utøya, gdzie otworzył ogień do obozujących przedstawicieli młodzieżówki Norweskiej Partii Pracy. Liczba ofiar zwiększyła się o 67. Wymieniona na początku akapitu „misja” miała na celu walkę z prowadzoną przez władze Norwegii polityką wielokulturowości, chociaż biorąc pod uwagę fakt, iż wśród ofiar znalazły się osoby noszące tak „egzotyczne” z norweskiego punktu widzenia nazwiska jak Ødegaard, Bjørkavåg, czy Johansen, można mieć wątpliwości odnośnie rzeczywistych motywów. Faktycznym powodem stanowiącym motor dla owych zbrodni  była chęć zwrócenia na siebie uwagi, a w multikulturowym, lewicującym społeczeństwie Norwegii najłatwiej zyskać rozgłos właśnie kreując się szowinistę. U Breivika stwierdzono narcystyczne zaburzenia osobowości, co  dało się zaobserwować zarówno w trakcie transmitowanego przez stacje telewizyjne (sic!) procesu (wygłoszenie przemówienia, w którym mienił się obrońcą swojego kraju), jak i po jego zakończeniu, gdy media informowały o jego skargach na „nieludzkie traktowanie” w więzieniu, mające się objawiać niewystarczającą ilością gier na Playstation, czy brakiem dostępu do komputera.

Uwagi: * jeden z fragmentów napisanych przez Aleksandra Sarotę

Autorzy: Aleksander Sarota, Piotr Ziembiński

Reklamy

Kolejka niespodzianek w Premier League

Tagi

, ,

15. kolejka angielskiej Premier League przyniosło ze sobą mnóstwo zaskakujących rozstrzygnięć. Lider Chelsea przegrała po raz pierwszy w tym sezonie, porażkę poniósł też Arsenal.

Do przerwy „The Blues” bezbramkowo remisowali z Newcastle United. W 57. minucie błąd Gary’ego Cahilla wykorzystał Pappis Cisse, który zaledwie cztery minuty wcześniej wszedł na boisko. „Sroki” podwyższyły prowadzenie po świetnym kontrataku, a na listę strzelców ponownie wpisał się napastnik z Senegalu. Chelsea odpowiedziała w 83. minucie trafieniem Didiera Drogby, który wykorzystał podanie Cesca Fabregasa. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i pierwsza porażka w sezonie piłkarzy Jose Mourinho stała się faktem. Gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę, po tym jak Steven Taylor w 81. minucie obejrzał drugą żółtą kartkę w tym spotkaniu.

Arsenal przystępował do meczu ze Stoke w roli faworyta. Mimo ogromnej straty do Chelsea, „Kanonierzy” dowiedziawszy się o porażce lidera Premier League, mieli szansę zmniejszyć różnicę punktową do 10 „oczek”. Tak się jednak nie stało. Arsenal rozegrał fatalną pierwszą połowę. Już w 20 sekundzie Damiana Martineza pokonał Peter Crouch. Jeszcze w pierwszej odsłonie gry do siatki „Kanonierów” trafiali Bojan Krkić oraz Jonathan Walters. Do przerwy Stoke sensacyjnie prowadziło 3-0. Po zmianie stron Arsenal zabrał się do odrabiania strat. W 68. minucie z rzutu karnego gola strzelił Santi Cazorla, a dwie minuty później do bramki gospodarzy trafił Aaron Ramsey. W 78. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Calum Chambers i goście grali w dziesięciu, mając na boisku tylko dwóch obrońców (wcześniej prawy defensor Hector Bellerin opuścił murawę zmieniony przez napastnika Danny’ego Welbecka). Kolejnych goli Arsenal nie stracił, ale również nie zdołał więcej strzelić bramek i do Londynu wracał bez punktów.

W innych meczach kolejny raz punkty w tym sezonie stracili Liverpool oraz Tottenham, odnosząc bezbramkowe remisy. „The Reds” nie zdołali pokonać Sunderlandu, a „Koguty” Crystal Palace Londyn. Zwycięstwo odniósł za to Manchester City, który pokonał Everton 1-0. Gola na wagę trzech punktów strzelił w 24. minucie z rzutu karnego Yaya Toure.

15. kolejka Premier League:

Sobota, 06.12.

Newcastle United – Chelsea Londyn 2-1 (0-0)
Bramki: 1-0 Papiss Cisse (57′), 2-0 Papiss Cisse (78′), 2-1 Didier Drogba (83′)

Hull City AFC – West Bromwich Albion 0-0

Liverpool FC – Sunderland AFC 0-0

Queens Park Rangers – Burnley FC 2-0 (0-0)
Bramki: 1-0 Leroy Fer (51’), 2-0 Charlie Austin (74.)

Stoke City FC Arsenal Londyn 3-2 (3-0)
Bramki: 1-0 Peter Crouch (1′) 2-0 Bojan Krkić (35′), 3-0 Jonathan Walters (45′), 3-1 Santi Cazorla (68′ – karny), 3-2 Aaron Ramsey (70′)

Tottenham Londyn – Crystal Palace Londyn 0-0

Manchester City – Everton FC 1-0 (1-0)
Bramka: 1-0 Yaya Toure (24’ – karny)

Niedziela, 07.12.

West Ham United – Swansea City (godz. 14:30)

Aston Villa FC – Leicester City (godz. 17:00)

Southampton FC – Manchester United (godz. 21:00)

Autor: Aleksander Sarota

Recenzja filmu „Taksówkarz” (po oglądnięciu)

Tagi

, ,

Martin Scorsese to jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii kina, Robert de Niro należy do czołówki najlepszych aktorów. Razem współpracowali przy aż 10 filmach (liczymy tu także „Irishmana”, który wejdzie do kin w 2016 roku – przyp. red.). W zdecydowanej większości były to filmy co najmniej bardzo dobre, a często nawet wybitne. Jednym z najlepszych był powstały w 1976 roku „Taksówkarz”. *

Travis (Robert de Niro) to niesamowicie ciekawa pod kątem psychologicznym postać. Niewiele o nim wiemy. Na początku filmu wraca do Stanów Zjednoczonych, wcześniej walczył w Wietnamie. Po powrocie do kraju zatrudnia się jako nocny taksówkarz. Doświadczenia zebrane w tym fachu sprawiają, że dochodzi do wniosku, iż musi rozprawić się z „robactwem” tego miasta, czyli osobami stosującymi przemoc, przestępcami i wszelkimi typami spod „ciemnej gwiazdy”, ale o tym później.

Główny bohater kompletnie nie potrafi się odnaleźć w społeczeństwie, doskwiera mu samotność. Nie wiemy, gdzie są jego znajomi czy rodzina. Podejmuje się nie łatwej pracy nocnego taksówkarza, dzięki któremu widzi ciemne strony miasta, z przestępczością na czele. Sceny walki, pościgi, strzelanina? Prócz jednej z ostatnich scen, bardzo niewiele jest w „Taksówkarzu” kina akcji, bo film Scorsese’a kinem akcji nie jest. Reżyser kładzie nacisk na aspekt psychologiczny. Główny bohater to fascynująca postać człowieka złamanego, samotnego, nie zdolnego do życia w społeczeństwie. Najlepszym przykładem jest tu zabranie podobającej mu się pracowniczki kampanii wyborczej, Betsy (Cybill Shepherd) do kina na film porno.

Travis jest „ułomny społecznie”. To zapewne trauma po wojnie w której brał udział. Kompletnie nie może się odnaleźć w wielkim mieście, będąc przy tym sam – nie mając tam rodziny, przyjaciół, dziewczyny. Zatrudnia się jako nocny taksówkarz i teoretycznie próbuje normalnie żyć, ale kompletnie nie wie jak się zachować w różnych sytuacjach „społecznych” – np. gość mówi, że za chwilę zabije swoją żonę co, a Travis kompletnie nie umie zareagować, choć mógłby próbować wyperswadować tamtemu mężczyźnie pomysł zamordowania partnerki życiowej.

Travis jest samotny i  nie przystosowaniem do życia w społeczeństwie, problemy z czasem stają się dla niego nie do zniesienia, a sam zaczyna zachowywać się jak człowiek, który powinien zamieszkać w pokoju bez klamek – rozwala telewizor, kupuje broń.

W pewnym momencie główny bohater chce zabić senatora. Myślę, że ten polityk w oczach Travisa odpowiedzialny jest za cały „brud” w mieście oraz „zepsucie” Betsy („jesteś taka jak oni”). Próba zastrzelenia senatora jednak się nie udaje i Travis rusza na inną krucjatę. Niczym bohater westernów staje samotnie przeciwko zgrai osób spod „ciemnej gwiazdy”, próbując pomóc młodej prostytutce Iris (Jodie Foster).

Zakończenie jest piękne – wreszcie społeczeństwo dostrzega go, jego zalety, jego bohaterstwo. Betsy w taksówce patrzy na niego inaczej itp. Tyle że to jest iluzja, coś o czym marzył główny bohater, bo tak naprawdę Travis zginął w strzelaninie. Pomijając już same rany jakie odniósł, zwróćmy uwagę na ostatnią scenę. Travis odjeżdża taksówką i w pewnym momencie, w swoim stylu, zerka w lusterko – widzimy szok malujący się na jego twarzy i brak odbicia w lusterku!

„Taksówkarz” to film o poczuciu sprawiedliwości, nieprzystosowaniu do życia w społeczeństwie, samotności i śmierci; to film absolutnie wybitny.

Uwaga: Zaleca się przeczytanie recenzji już po obejrzeniu „Taksówkarza”, gdyż zdradza ona wiele szczegółów z fabuły filmu.

Autor: Aleksander Sarota

Recenzja książki „Nie ma kto pisać do pułkownika”

Tagi

,

Z twórczością Marqueza nie miałem dotąd do czynienia, mimo że od blisko dziesięciu lat książki czytam masowo, wręcz nałogowo. Oczywiście trudno było bibliofilowi nie usłyszeć nazwiska bodaj najsłynniejszego autora kolumbijskiego, ale sięgając po teksty „mistrzów pióra” jakoś nie potrafiłem zabrać się za Sto lat samotności czy Miłość w czasach zarazy. Niedawno jednak, przeszukując półki pobliskiej biblioteki, trafiłem na kilka niewielkich objętościowo książek, które miały być dla mnie odmianą po wielostronicowych tomiskach, z jakimi w październiku i listopadzie miałem do czynienia. Tak właśnie trafiłem na pewne interesujące opowiadanie jednego z najpoczytniejszych pisarzy Ameryki Łacińskiej.

Tekst o którym mówię ma już ponad 50 lat. W 1961 roku po raz pierwszy ukazało się opowiadanie cenionego, choć jeszcze nie słynnego kolumbijskiego pisarza Gabriela Garcii Marqueza Nie ma kto pisać do pułkownika (oryginalny tytuł: El cornel notiene quien le escriba). Pięć lat wcześniej autor rozpoczął pracę nad powieścią Zła godzina (oryginalny tytuł: La mala hora). Gdyby nie ona, opowiadanie Nie ma kto… mogłoby w ogóle nie powstać, bowiem to właśnie z niej wytworzył się osobny wątek, czyli dzieje pułkownika, będące podwaliną pod opowiadanie, którego dotyczy niniejsza recenzja.

Emerytowany pułkownik cierpliwie czeka na przyznanie mu praw kombatanckich i renty. Mając 75 lat i żadnych środków do życia, wraz z żoną żyje w skrajnej nędzy. Po stracie syna jego jedyną nadzieją na zarobienie pieniędzy jest sprzedanie koguta przeznaczonego do walk. Mężczyzna ma dylemat: sprzedać koguta i zarobić na nim tyle szmalu, że mógłby spokojnie przeżyć przez wiele miesięcy, czy pozostać wiernym swoim ideałom, dumie i marzycielsko pojętemu honorowi i zatrzymać koguta, który miałby zarobić dla niego pieniądze poprzez wygranie walki.

W Posłowiu Grażyny Grudzińskiej możemy przeczytać: „Główny bohater opowiadania Nie ma kto pisać do pułkownika, siedemdziesięciopięcioletni pułkownik, w poszukiwaniu prawdziwych wartości w życiu popada w konflikt z otaczającym go światem. (…) Właściwie treścią (…) są rzeczy ponure: przemoc, niesprawiedliwość, głód, beznadziejna nędza, ale wprowadzone elementy humoru są przez autora traktowane jako antidotum, żeby utwór nie był zbyt brutalny, co zdaniem Garcii Marqueza przeszkadzałoby, aby narracja miała siłę przekonywującą. Bez humoru sytuacyjnego lub wynikającego z gry słów cała historia utrzymana w tonie surowego realizmu stałaby się historią nierealną. […] Opowiadanie Nie ma kto pisać do pułkownika stanowi jakby świetny wstęp do największego dzieła, jakim jest Sto lat samotności”*.

Zdecydowanie polecam opowiadanie Nie ma kto pisać do pułkownika, nie tylko fanom twórczości Marqueza.

Uwagi: * G. Grudzińska, Posłowie [w:] G. Garcia Márquez, „Nie ma kto pisać do pułkownika”, przeł. Beata Babad- Gelluseau, Kraków 1985, s. 61

Autor: Aleksander Sarota

 

Orange Warsaw Festival 2015 – kto wystąpi?

Tagi

, , ,

Kolejna impreza z cyklu Orange Warsaw Festival odbędzie się w dniach 12-14 czerwca 2015 r. Organizatorzy podali nazwy zespołów, które zagrają swoje utwory podczas festiwalu.

Nie zabraknie prawdziwych gwiazd muzyki. Spośród grup, jakie pojawią się w Warszawie najsłynniejszą jest powstały w 1994 roku zespół Muse.

Prócz angielskich rockmanów, swoje utwory zaprezentują: Asking Alexandria, Kadebostany, Mela Koteluk oraz The Chemical Brothers.

Lista nie zamknie się jednak na pięciu powyższych artystach. W kolejnych tygodniach powinniśmy poznać kolejnych wykonawców, którzy zaprezentują się w Warszawie w przyszłym roku podczas festiwalu.

Autor: Aleksander Sarota

Wyniki II tury wyborów samorządowych

Tagi

Zakończyła się druga tura wyborów samorządowych, podczas której wybierano 890 burmistrzów, wójtów i prezydentów miast. Znamy wstępne wyniki dla Warszawy, Krakowa, Gdańska, Wrocławia, Katowic i Poznania, uzyskane na podstawie badań exit poll.

W stolicy na trzecią kadencję została wybrana wiceprzewodnicząca PO Hanna Gronkiewicz-Waltz (58,8%), która pokonała startującego z ramienia PiS Jacka Sasina (43,2%).

W Krakowie popierany przez PiS Marek Lasota zdobył 44% głosów poparcia,
i tym samym przegrał z urzędującym od 2002 r. Jackiem Majchrowskim (56%).

Rządzący Gdańskiem od 1998r. członek PO Paweł Adamowicz  uzyskał 59,4%,
i pokonał kandydata PiS Andrzeja Jaworskiego (40,6%).

Wspierany przez PO Rafał Dutkiewicz, który cztery lata temu zapewnił sobie w pierwszej turze wygraną w wyborach na prezydenta Wrocławia uzyskując 72%, tym razem musiał poczekać dwa tygodnie na świętowanie sukcesu wyborczego. Dzięki zwycięstwu (52,7%) w II turze nad startującą z ramienia PiS Mirosławą Stachowiak-Różecką (47,3%), będzie rządził stolicą Dolnego Śląska przez kolejną, czwartą kadencję.

W Katowicach namaszczony przez ustępującego prezydenta Piotra Uszoka Marcin Krupa odniósł zdecydowane zwycięstwo (69,7%) nad  popieranym przez PiS Andrzejem Sośnierzem (30,3%).

Porażkę odniósł urzędujący od 1998 r. prezydent Poznania Ryszard Grobelny (42,4%), który musiał uznać wyższość kandydata PO Jacka Jaśkowiaka (57,6%).

Autor: Piotr Ziembiński

Rocket Festiwal – powrót Pidżamy Porno

Tagi

, ,

Poznaliśmy szczegóły dotyczące Rocket Festiwalu. Najlepsze polskie zespoły wystąpią w pięciu miastach. Gwiazdą przyszłorocznej imprezy będzie grupa Pidżama Porno.

Agencja Go Ahead zaprasza na kolejną odsłonę Rocket Festiwalu. W 2015 roku ciesząca się coraz większą popularnością impreza odbędzie się w Warszawie, Lublinie, Szczecinie, Poznaniu i Gdyni. Od 20 lutego do 7 marca w tych pięciu miastach zobaczyć będzie można czołówkę polskiej sceny rockowej. W ramach Rocket wystąpią m.in. Pidżama Porno, Hey,Happysad i Luxtorpeda.

Bilety na Rocket Festiwal można nabyć w sklepach sieci Empik, Media Markt i Saturn oraz na stronach internetowych: biletomat.pl, ebilet.pl, eventim.pl, go-ahead.pl oraz ticketpro.pl.

20 lutego w Warszawskim Torwarze zagrają: Pidżama Porno, Hey, Oberschlesien, Muchy oraz Chemia.

Dzień później w Hali Globus w Lublinie będzie można usłyszeć następujące grupy: Pidżama Porno, Happysad, Oberschlesien, Muchy oraz Chemia.

W pierwszym tygodniu grudnia 2014 roku dowiemy się o jeszcze jednym zespole, który wystąpi w Warszawie i Lublinie.

Po koncertach w największych miastach województw mazowieckiego i lubelskiego na kolejne festiwalowe granie trzeba będzie poczekać kilka dni. 27 lutego w Szczecinie zagrają: Pidżama Porno, Luxtorpeda, Happysad, Oberschlesien, Muchy oraz Chemia.

Kolejnego dnia w Poznaniu swoje utwory wykonają: Hey, Luxtorpeda, Happysad, Oberschlesien, Muchy i Chemia.

7 marca w hali Gdynia Arena zagrają: Pidżama Porno, Luxtorpeda, Happysad, Oberschlesien, Muchy oraz Chemia.

Autor: Aleksander Sarota

Hala(l) Madrid! – Real usuwa krzyż z herbu

Tagi

, ,

Poprawność polityczna niejednokrotnie gościła na politycznych salonach. Teraz dotarła również na piłkarskie stadiony.

Dokładnie na jeden stadion – Estadio Santiago Bernabéu. 12 września br. prezydent Realu Madryt Florentino Perez zadecydował o podpisaniu trzyletniego kontraktu z nowym sponsorem – National Bank of Abu Dhabi. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że herb „Królewskich” na wydawanych przez bank kartach kredytowych pozbawiony jest krzyża.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż symbol chrześcijaństwa stanowi integralną część hiszpańskiej drużyny. W 1920 r. Madrid Football Club otrzymał od króla Alfonsa XIII tytuł Real (hiszp. Królewski). Władca podarował również klubowi koronę z krzyżem, i pozwolił umieścić ją nad herbem. Monarcha będący zwolennikiem silnej armii z pewnością przewraca się w grobie, skoro władze jego ulubionej drużyny bez walki godzą się ingerować w symbolikę, i to kolejny raz.

Wcześniejszy incydent z usuwaniem krzyża miał miejsce podczas organizowanej w marcu 2012 r. kampanii związanej z zaplanowaną przez „Królewskich” budową własnej wyspy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Umieszczono wówczas na folderach herb bez symboliki religijnej.

Władzom Realu Madryt zależy na pozyskaniu nowych funduszy i, w tym przypadku wypaczonym, respektowaniu uczuć religijnych sponsorów wyznających islam. Szkoda, że wiąże się to z brakiem poszanowania swojej historii, ponieważ cytując Józefa Piłsudskiego: „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości”.

Autor: Piotr Ziembiński

Slipknot, Godsmack i Hollywood Undead na Impact Festiwal 2015

Tagi

, ,

9 czerwca 2015 w łódzkiej Atlas Arenie odbędzie się czwarta edycja Impact Festivalu. 

Organizator ogłosił już pierwsze zespoły, które zagrają podczas imprezy. Są to: Slipknot, Godsmack oraz Hollywood Undead.
Ustalono również ceny biletów: Trybuny – 179 – 229 złotych; Golden Circle Early Entrance – 359 złotych; Golden Circle – 269 złotych; Płyta – 199 złotych; Niepełnosprawni – 199 złotych.
Slipknot to amerykański zespół wykonujący muzykę z pogranicza heavy, nu, death i metalu alternatywnego. Powstał w 1995 roku w Stanach Zjednoczonych. Dziś jest jednym z najsłynniejszych zespołów metalowych na świecie. Slipknot otrzymał w 2006 roku nagrodę Grammy w kategorii Best Metal Performance za utwór „Before I Forget”, a dwa lata później grupie przypadła nagroda Kerrang! Icon. Utwór „Duality” w serwisie youtube wyświetlono ponad 55 milionów razy. Innymi bardzo popularnymi kawałkami Slipknot są między innymi: „Snuff”, „Psychosocial”, „Wait And Bleed” czy „Dead Memories”
Godsmack powstał w 1996 roku w Bostonie. Wykonuje muzykę z pogranicza hard rocka i heavy metalu. Do najsłynniejszych utworów grupy zalicza się: „I Stand Alone”, „Voodoo”, „Cryin’ Like A Bitch” i „Awake”.
Hollywood Undead to zespół rapcorowy i nu metalowy, który powstał w 2005 roku w Los Angeles. Najpopularniejszymi utworami kalifornijskiej grupy są: „Young”, „”Everywhere I Go”, „Hear Me Now”, „Bullet” czy „We Are”.

Autor: Aleksander Sarota

Arsenal Londyn – Manchester United 1-2 w 12. kolejce Premier League

Tagi

, ,

Arsenal Londyn uległ na Emirates Stadium Manchesterowi United 1-2 w hicie 12. kolejki Premier League.

Pierwsi zaatakowali gospodarze. W piątej minucie na listę strzelców mógł wpisać się były Danny Welbeck, ale strzał byłego gracza „Czerwonych Diabłów” w ostatniej chwili zablokował Paddy McNair.

Po chwili Aaron Ramsey ładnie minął Tylera Blacketta na prawej flance, ale akcję Walijczyka przerwał Luke Shaw, który wybił piłkę. Były piłkarz Southampton nabawił się przy tym kontuzji, upadając na ugiętą stopę i w 16. minucie został zastąpiony przez Ashley’a Younga.

Dwie minuty wcześniej David de Gea źle wybił piłkę. „Kanonierzy” próbowali wykorzystać błąd Hiszpana, szybko zagrywając piłkę do Jacka Wilshere’a. Pomocnik Arsenalu uderzył z niewielkiej odległości wprost w de Geę.

W 23. minucie Alex Oxlade-Chamberlain znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości, ale nie potrafił wpakować piłki do siatki.

Sześć minut później doszło do spięcia między Wilshere’m, a Marouanem Fellainim. Anglik faulował Belga, a potem uderzył głową przeciwnika. Sędzia Mike Dean nie ukarał jednak gracza Arsenalu choćby żółtą kartką.

W 35. minucie „Czerwone Diabły” stworzyły sobie pierwszą dogodną okazję, ale Angel di Maria nie zdołał pokonać Wojciecha Szczęsnego.

Po chwili Arsenal znów zaatakował, jednak Ramsey uderzył nad poprzeczką.

Mimo znacznej przewagi „Kanonierzy” nie zdołali pokonać de Gei i do przerwy na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis.

W 56. minucie Young dośrodkował piłkę w pole karne, Kieran Gibbs zderzył się ze Szczęsnym, a do futbolówki dopadł Antonio Valencia, który trafił nią w lewego obrońcę „The Gunners”. Po chwili „Czerwone Diabły” mogły cieszyć się z objęcia prowadzenia.

Arsenal nie dość, że stracił bramkę to musiał radzić sobie bez Szczęsnego, który odniósł kontuzję i został zastąpiony przez Damiana Martineza.

W 63. minucie na bramkę United uderzył Alexis Sanchez, ale de Gea popisał się kapitalną interwencją.

Siedem minut później hiszpański bramkarz gości pewnie wyłapał strzał Santiego Cazorli.

Po chwili zaatakował Manchester, wywalczając rzut rożny. Z narożnika boiska dośrodkował Young, Fellaini próbował pokonać Martineza strzałem głową, ale nie trafił w bramkę.

W 72. minucie Sanchez stanął przed świetną okazją, wykonując rzut wolny z 17 metrów, ale jego mocny strzał minął bramkę de Gei.

Po chwili Chris Smalling popisał się bardzo dobrą interwencją w obronie, uniemożliwiając Welbeckowi dojście do sytuacji sam na sam z bramkarzem Manchesteru.

W kolejnych minutach częściej atakowali „Kanonierzy”, ale kolejnego gola strzelili przyjezdni.

W 83. minucie Angel di Maria zagrał do Wayne’a Rooneya, który wpakował piłkę do siatki w sytuacji sam na sam z Martinezem. Fatalnie zachowali się w tej sytuacji obrońcy Arsenalu, którzy sprawiali wrażenie zagubionych we mgle.

W doliczonym czasie gry pięknego gola zdobył Olivier Giroud, który wspaniale huknął w lewe okno bramki de Gei.

Do końca meczu wynik już nie uległ zmianie. Mimo że Arsenal w tym spotkaniu był przez większość stroną dominującą, trzy punkty jadą do Manchesteru.

Terminarz i wyniki 12. kolejki Premier League:

Sobota (22.11.)

Chelsea Londyn- West Bromwich Albion 2-0 (2-0)
Bramki: 1-0 Diego Costa (11.), 2-0 E. Hazard (25.)

Everton FC – West Ham United 2-1 (1-0)
Bramki: 1-0 R. Lukaku (26.), 1-1 M. Zarate (56.), 2-1 L. Osman (73.)

Leicester City – Sunderland AFC 0-0

Manchester City – Swansea City 2-1 (1-1)
Bramki: 0-1 W. Bony (9.), 1-1 S. Jovetić (19.), 2-1 Y. Toure (62.)

Newcastle United – Queens Park Rangers 1-0 (0-0)
Bramka: 1-0 M. Sissoko (78.)

Stoke City – Burnley FC 1-2 (1-2)
Bramki: 0-1 D. Ings (12.), 0-2 D. Ings (13.), 1-2 J. Walters (32.)

Arsenal Londyn – Manchester United 1-2 (0-0)
Bramka: 0-1 Kieran Gibbs (56., gol samobójczy), 0-2 Wayne Rooney (85.), 1-2  Oliver Giroud (90.+6)

Niedziela (23.11.)

Crystal Palace Londyn – Liverpool FC (14:30)

Hull City AFC – Tottenham Londyn (godz. 17:00)

Poniedziałek (24.11.)

Aston Villa FC – Southampton FC (godz. 21:00)

Autor: Aleksander Sarota