Tagi

, , , , , , ,

Terroryści należący do samozwańczego Państwa Islamskiego (ISIL), od września 2014r. opanowali 1/3 terytorium Syrii oraz północny Irak. Od czerwca 2014 zabili zabili 9 tysięcy ludzi, w tym trzech amerykańskich, dwóch japońskich i dwóch brytyjskich zakładników . W Libii panuje chaos, za który odpowiedzialne są zorganizowane milicje. Kraj posiada dwa rządy, w skład jednego z nich wchodzą islamscy fundamentaliści . W Afganistanie, mimo wycofania się po trzynastu latach  obecności podlegających NATO Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) nie ustaje przemoc.  Wyżej wymienione niepokojące zdarzenia zachęcają do refleksji nad skutecznością zapoczątkowanej po atakach na World Trade Center i Pentagon Wojny z Terroryzmem. Należy się również zastanowić, czy obalenie  brutalnych, łamiących zasady demokratycznego państwa prawa, lecz zapewniających stabilność dyktatorów jak Muammar Kaddafi, czy Saddam Husajn to faktycznie powód do radości, którą mogliśmy zaobserwować wśród wielu polityków i komentatorów na wieść o pozbawieniu  władzy ww. satrapów?

Afganistan

Tutaj wszystko się zaczęło, i niestety prawdopodobnie się nie zakończy. Po atakach na World Trade Center 11 września 2001r., Afganistan stanowił pierwszy front walki ze światowym terroryzmem. Opinia publiczna nie miała powodu, by wątpić w szczerość intencji ówczesnego prezydenta George’a W. Busha, który chciał zaatakować ów górzysty kraj. Nawet gdyby jego władze nie zostały oskarżone o ukrywanie odpowiedzialnego za zamach na Twin Towers Osamy bin Ladena – przywódcy mało znanej wówczas islamskiej organizacji terrorystycznej Al-Kaida, interwencja międzynarodowa byłaby wskazana.

Po wycofaniu się Armii Czerwonej w 1989r., kraj pogrążył się w wojnie domowej pomiędzy Sojuszem Północnym, składającym się z różnych ugrupowań afgańskich,  a Talibamifundamentalistami islamskimi skupionymi wokół muły Omara. We wrześniu 1996r. islamiści zdobyli Kabul, a do października 2001r. kontrolowali 90% terytorium kraju. Wbrew opinii wielu udzielających się w Internecie i innych mediach osób nie znających historii Afganistanu (jeśli nie stwierdzić bez ogródek- ignorantów) Talibowie nie zasługują na nazywanie ich „patriotami walczącymi z amerykańskimi najeźdźcami”, ani tym bardziej na porównanie ich do Armii Krajowej.

Uczniowie Omara prowadzili działalność na terenie Afganistanu za pieniądze i w interesie władz pakistańskich, o czym świadczy raport, do którego dotarli w 2012r. dziennikarze BBC. Wspierani przez rząd w Islamabadzie radykałowie na opanowanych przez siebie terytoriach wprowadzali surowe prawo szariatu, które zabraniało kobietom edukacji, zmuszając je jednocześnie do noszenia burek zasłaniających całe ciało. Również mężczyźni zostali poddani religijnym restrykcjom. Nakazano im noszenie brody, która musiała  mieć taką samą długość, jak ta noszona przez proroka Mahometa. Ponadto wszyscy obywatele mieli zakaz oglądania telewizji, korzystania z internetu, a nawet prognozowania pogody, którą Talibowie uznawali za czarną magię.

Innymi słowy: Talibowie cofnęli Afganistan do czasów średniowiecza, zarówno technologicznie, jak i mentalnie. Ataki z 11 września 2001r. – tragiczne w skutkach dla Nowego Jorku, i Stanów Zjednoczonych mogły paradoksalnie okazać się w zbawienne dla Afganistanu. 2 dni wcześniej 9 września w zamachu zginął przywódca Sojuszu Północnego – Ahmad Szah Masud. W październiku 2001r. Amerykanie wspólnie  sojusznikami z NATO dokonali inwazji na Afganistan, obalając reżim Talibów.

Nie można jednak stwierdzić, że Afganistan został wyzwolony, ponieważ kraje zachodnie nie zlikwidowały zagrożenia ze strony islamskich ekstremistów. Przeszli oni do walki partyzanckiej, w której odnosili sukcesy, nie tylko militarne, ale również propagandowe, zyskując tym samym poparcie części ludności afgańskiej, pragnącej pokoju, nawet za cenę powrotu do władzy ekstremistów. Uczniowie mułły Omara brali nawet udział w negocjacjach przy tworzeniu nowego afgańskiego rządu .Najsilniejszy sojusz wojskowy świata nie potrafił sobie z nimi poradzić ze słabszymi pod względem technologicznym i militarnym Talibami.

Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w ww. Pakistanie, którego władze wspierały islamski ruch (wówczas mudżahedinów) już od czasów radzieckiej inwazji w 1979r, i niewykluczone, że robią to nadal, o czym może świadczyć fakt, iż Osama bin Laden został namierzony w twierdzy znajdującej się właśnie na terenie Pakistanu, a oficjele z Islamabadu potępili akcje, w której poniósł śmierć przywódca Al-Kaidy.

Uwagę należy zwrócić również na Arabię Saudyjską. Największa Monarchia Półwyspu Arabskiego zaproponowała azyl mulle Omarowi.

Zarówno Arabia, jak i Pakistan są sojusznikami Stanów Zjednoczonych w regionie, co nie przeszkadzało im uznawać w latach 1996-2001 rządu Talibów. Ze względu na ww. sytuację geopolityczną i sojusze  niewykluczone, iż Talibowie  w najbliższym czasie jeśli nie w pełni, to częściowo zdobędą władzę, i zawrą sojusz z siłami wspieranymi przez Amerykanów, którzy niedawno szczycili się obaleniem fundamentalistów.

Najsmutniejszy jest fakt, iż sami Afgańczycy mają najmniej  do powiedzenia w kwestii przyszłości swojego kraju – jedynymi liczącymi się siłami w walce o władze są pakistańscy agenci, oraz proamerykańscy politycy.

Irak

Po Afganistanie kolejnym celem amerykańskiej interwencji w ramach tzw. Wojny z Terroryzmem okazał się Irak rządzony przez Saddama Husajna, który w 1979r., jak na ironię, zdobył władzę w wyniku przewrotu finansowanego przez CIA .

Od lat dziewięćdziesiątych stał się jednak zadeklarowanym wrogiem krajów Zachodu. Nie zmienia to faktu, że o ile w przypadku Afganistan istniały przesłanki do przeprowadzenia inwazji – obecność na terytorium tegoż kraju Osamy bin Ladena, to atak na kraj nad Eufratem należy określić bezprawną agresją.

Pretekstem do interwencji miało być prace nad bronią nuklearną i posiadanie broni jądrowej przez irackim reżim, chęć zaprowadzenia demokracji, oraz obalenie dyktatora, który miał współpracować z Al Kaidą.

Na pierwszy rzut oka argumenty wydają się uzasadnione merytorycznie, jednak po głębszym zaznajomieniu się politycznych realiów tego bliskowschodniego kraju pojawia się kilka wątpliwości.

Po pierwsze, Husajn wielokrotnie zapraszał do swojej ojczyzny międzynarodowych inspektorów. Nie wykryli oni  śladów broni nuklearnej  na terytorium Iraku. Przywódca tego kraju zachowywał się odwrotnie niż Kim Dzonk Il – dyktator Korei Północnej, która wspólnie z Irakiem i Iranem została zaliczona do tzw. „osi zła”. Kim nie krył faktu posiadania śmiercionośnych pocisków, i wręcz groził Stanom Zjednoczonym militarnym odwetem w przypadku dokonania na jego kraj agresji – pomimo tych deklaracji Amerykanie nigdy nie planowali inwazji na to dalekowschodnie państwo.

Kolejna kwestia to demokracja i łamanie praw człowieka. Zakrawa to na hipokryzję, biorąc pod uwagę zażyłe relacje George’a W. Busha z władzami wymienionej w części poświęconej Afganistanowi Arabii Saudyjskiej,  którą można bez przesady nazwać prywatnym folwarkiem dynastii Saudów. Pod względem ustroju jest monarchią absolutną nie posiadającą konstytucji. Ponadto  działanie partii politycznych jest zakazane. Kobiety muszą chodzić w burkach, nie mogą prowadzić samochodu, a poruszać się mogą jedynie w towarzystwie męskiego „opiekuna” – męża lub brata. Co więcej, Saudowie  dyskryminują przedstawicieli innych religii – posiadanie Biblii bądź krzyża jest zakazane. Przypadek z 2010 kiedy religijna policja zatrzymała grupę chrześcijan świętujących Boże Narodzenie, świadczy o głębokim zacofaniu władz Saudyjskich, które pomimo imponującemu rozwojowi gospodarczemu, osiągniętemu dzięki sprzedaży ropy naftowej, pod względem mentalnym, podobnie jak wrodzy Amerykanom Talibowie, żyją w głębokim średniowieczu.

Kolejny przypadek to powiązanie Husajna z Al Kaidą. Przywódca Iraku był socjalistą, czyli w oczach fundamentalistów islamskich, z Osamą bin Ladenem na czele niewiernym, którego należy zwalczać. Poza tym Saddam, chociaż uważał się za praktykującego muzułmanina, nie zasługiwał na miano islamisty, w przeciwieństwie do wymienionej już Arabii Saudyjskiej. W Iraku za rządów partii Baas obowiązywał rozdział państwa od religii.

Panowała stabilizacja, ale należy uczciwie przyznać, że ceną za spokój obywatele płacili zakrojoną na szeroką skalę inwigilacją, i ograniczeniem swobód obywatelskich.Ponadto brakowało  pełnego poszanowania  praw wszystkich grup religijnych i społecznych. O ile np. chrześcijanie mogli cieszyć się swobodą wyznawania religii, to Bush nie bez racji wypomniał wyznającemu sunnizm Saddamowi Husajnowi prześladowania szyitów i Kurdów. Jako przykład wskazywał masakrę ludności szyickiej w wiosce Dudżail w 1982, kiedy to w odwecie za nieudany zamach na swoje życie Husajn kazał zamordować 148 szyitów, oraz dokonanie ataku bronią chemiczną na ludność kurdyjską w w Halabdży w 1988r., co skutkowało śmiercią 5 tysięcy ludzi.

Trzeba jednak zauważyć, że oba ataki miały miejsce w czasie, kiedy  Amerykanie uznawali Husajna za sojusznika w walce z rządzonym przez islamistów Iranem. Sami Persowie nawet zgłaszali do ONZ wniosek, by podjąć kroki przeciw Saddamowi, który przeprowadził atak chemiczny na Teheran, jednak prośba pozostała bez odpowiedzi.

Szczęśliwa passa Saddama Husajna skończyła się w 1990r. Wtedy zaatakował Kuwejt, a rok później koalicja pastw pod dowództwem Stanów Zjednoczonych – niedawnego sojusznika, wyparła iracką armię z terenu anektowanego rok wcześniej państwa. Należy potępić Husajna za agresję na sąsiada, jednak okoliczności, w których  Amerykanie zdecydowali się dokonać inwazji na kraj położony między Eufratem a Tygrysem również zasługują na potępienie. Jako pretekst do ataku miało posłużyć dziewczyny podającej się za kuwejcką pielęgniarkę. Dziewczyna płynnie mówiąca po angielsku, łamiącym się głosem zeznawała, jak iraccy żołnierze napadali na kuwejckie szpitale, wyjmowali dzieci z inkubatora. Całą historia okazałą się mistyfikacją, a dziewczyna córką kuwejckiego ambasadora w USA.

Przez długi czas wydawało się, że podobna sytuacja miała miejsce podczas Drugiej Wojny w Zatoce Perskiej. Przez cały okres amerykańskiej okupacji Iraku, tj. w latach 2003-2011r. Amerykanie nie byli w stanie znaleźć broni masowego rażenia, która była jednym z pretekstów do ataku na ten kraj – przynajmniej do czasu. Jak już ją znaleziono, okazało się, że jest to broń chemiczna powstała w latach 80-tych, o której istnieniu cały świat wiedział, co więcej powstała w przy współpracy z krajami Zachodu. Do tej pory nie udało się znaleźć jednak broni nuklearnej, którą Husajn miał produkować.

Bilans „demokratyzacji” Iraku:  Destabilizacja kraju, osłabienie struktur rządowych, prześladowania przyczyniające się do exodusu chrześcijan –  ich  liczba spadła z 3 milionów do 30 tysięcy.  Zamachy terrorystyczne, w których zarówno sprawcami, jak i ofiarami są prowadzący między sobą wojnę wyznaniową szyici i sunnici, wzrost wpływów fanatyków islamskich, z powstaniem Państwa Islamskiego (ISIS).  Przedstawiciele tej organizacji dokonują aktów przemocy na niemuzułmańskiej ludności i wyznawcach Allaha uznanych przez ISIS za heretyków. Egzekucje, handel ludźmi, porwania zakończone śmiercią zakładników, to codzienność na terenach podbitych przez fundamentalistyczną organizację, uznawaną za groźniejszą od Al -Kaidy.

Libia

Rządzącego Libią od 1969r. Muammara Kaddafiego kraje zachodnie oskarżały nie tylko o wspieranie grup terrorystycznych ale również o dokonywanie zamachów, m.in na samolot linii Pan – Am.

21 grudnia 1988r. w trakcie lotu z Londynu do Nowego Jorku, gdy maszyna znajdowała się nad szkockim miasteczkiem Lockerbie, eksplodowała bomba podłożona przez agentów libijskiego wywiadu. Zginęło wtedy 270 pasażerów i 11 osób na ziemi.

Po ogłoszeniu w 2001r. tzw. Wojny z Terroryzmem, przywódca Libii, prawdopodobnie w obawie przed podzieleniem losu Saddama Husajna, zdecydował się zrewidować dotychczasową politykę, wydał zamachowców odpowiedzialnych za tragedię samolotu Pan-Am  brytyjskiemu wymiarowi sprawiedliwości, i wypłacił odszkodowania rodzinom ofiar. Ta postawa przyniosła wymierne skutki dla Libii oraz jej przywódcy.

Zostały zniesione sankcje gospodarcze, Kaddafi zaczął gościć na światowych salonach, w 2005r. jednym z jego gości był m.in ówczesny premier Polski – Marek Belka,  który zaprosił Libijczyka do kraju nad Wisłą.  Do grona strategicznych partnerów Kaddafiego należeli m.in Barack Obama, Nicolas Sarkozy i Silvio Berlusconi. Ten ostatni podczas trakcie szczytu w Syrcie w 2010r. nawet pocałował dłoń libijskiego przywódcy.

Pod koniec tegoż roku w Tunezji policjanci skonfiskowali stragan targowemu sprzedawcy Mohamedowi Bouazizi. Ten w akcie desperacji dokonał samospalenia. Ów czyn był oczywiście tragedią dla rodziny Bouaziziego, ale porównaniu ze światową polityką drobnym incydentem – do czasu.

Ogień, który strawił ciało tunezyjskiego handlarza okazał się iskrą, która podpaliła świat arabski, w wielu miejscach ów płomień pali się do dziś, i nie zanosi się na jego ugaszenie.

„Arabska Wiosna” – takim terminem określa się  protesty mające miejsce  w południowych i wschodnich rejonach basenu Morza Śródziemnego oraz Zatoki Perskiej. Stanowią temat na osobny artykuł. Niepokoje które na przełomie grudnia 2010r. i stycznia 2011 przyczyniły się do obalenia przywódców sąsiadujących z Libią Tunezji i Egiptu, początkowo nie docierały nad Trypolis.

Wydawało się to zrozumiałe – zarówno Egipcjanie, jak i Tunezyjczycy skarżyli się na wysokie bezrobocie i brak perspektyw – owe problemy zdawały się nie dotyczyć Libii.  Ojczyzna Kaddafiego nie dość, że nie narzekała na bezrobocie, to na dodatek oferowała miejsca pracy dla obcokrajowców. Jednak 20 lutego rewolucja dotarła także do drzwi Dżamahiriji – jak nazywano Libię pod rządami Muammara Kaddafiego.

Rebelianci początkowo odnosili znaczące sukcesy o znaczeniu strategocznym – zdobyli 1/3 terytorium w tym drugie co do wielkości miasto Bengazi, a nawet byli blisko zajęcia Trypolisu. Kaddafi jednak szybko przeszedł do kontrofensywy.

Kiedy jego wojska zbliżyły się do Bengazi, Rada Bezpieczeństwa ustanowiła strefę zakazu lotów nad Libią. Rezolucja pierwotnie służąca  obronie ludności cywilnej przed atakami wojsk Kaddafiego, szybko stała się pretekstem do inwazji mającej na celu obalenie przywódcy Libii.

Siły NATO dokonywały nalotów m.in na nieobjęty wówczas, tj, w maju 2011r. walkami Trypolis. W wyniku ataków z powietrza zginęło od 40 do 70 ludzi – biorąc pod uwagę fakt, iż nalotów dokonywano na również na miejsca, w których nie prowadzono operacji wojskowych, m.in w kwietniu 2011r. w Trypolisie, co skutkowało śmiercią trojga wnuków, oraz jednego z synów  Muammara Kaddafiego.

Interwencję wojskową NATO można bez przesady uznać za zbrodnię w czasie wojny powietrznej, polegającej na bombardowaniu obiektów pozbawionych znaczenia strategicznego. W tym miejscu należy przypomnieć, że za sądzony z tegoż paragrafu Hermann Göring – dowódca Luftwaffe, sądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze został skazany na śmierć, natomiast osoby odpowiedzialne za zbrodnie popełnione w Libii nie poniosły odpowiedzialności ani moralnej, ani politycznej , ani tym bardziej karnej. Co więcej media głównego nurtu nie dość, że nie potępiały tego czynu, to na dodatek cynicznie twierdziły, że naloty mają na celu obronę cywilów przed atakami Kaddafiego.

Bilans „wyzwolenia” Libii – chaos, powstanie dwóch ośrodków władzy centralnej: W Tobruku i Trypolisie. Pierwszy jest uznawany przez społeczność międzynarodową, w skład drugiego wchodzą islamiści. W kraju zyskują wpływy również zbrodniarze z Państwa Islamskiego, którzy mają na sumieniu m.in śmierć 21 egipskich chrześcijanach.

Syria

Nie tylko w Afryce Północnej, ale również na Bliskim Wschodzie „Arabska Wiosna” przyniosła krwawe żniwo.

Syria to  kraj, gdzie płomień rewolucji płonie do dziś. Rebelia antyrządowa zaczęła się miesiąc później niż w Libii: w marcu 2011r. Starcia, które miały charakter antyrządowych protestów, szybko zmieniły się w zbrojną antyrządowe powstanie, a następnie w wojnę domową.

Walka miała charakter nie tylko zbrojny, ale również medialny. Światowe media okrzyknęły prezydenta Baszara al Assada „zbrodniarzem mordującym własny naród”, jednocześnie uznając walczących przeciw niemu rebeliantów za bojowników o wolną i demokratyczną Syrię, nie zwracają uwagi na zbrodnie dokonywane przez bojowników Wolnej Armii Syrii, którzy m. in zmuszali kilkuletnie dzieci do obcinania głów jeńcom.

O ile do końca 2011r. starcia pomiędzy rebeliantami, a siłami rządowymi wydawały się być wyrównane, o tyle na początku 2012r. siły wierne prezydentowi Assadowi przeszły do ofensywy. Najsilniejszy atak nastąpił  na miasto Hims – trzecią pod względem wielkości miasto Syrii, stanowiące kolebkę „syryjskiej rewolucji”.

Kraje zachodnie, ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią i Francją na czele liczyły uchwalenie rezolucji ONZ, która teoretycznie miała służyć obronie ludności cywilnej, a de facto przyczyniłaby się do obalenia dotychczasowego przywódcy, co, jak pokazała sytuacja w Libii, skutkuje chaosem na terenie kraju. W lutym 2012r. Kraje zachodnie chciały również, aby Narody Zjednoczone oficjalnie potępiły rząd prezydenta Syrii. Co prawda w dokumencie nie znalazło się słowo dotyczące interwencji zbrojnej, ale należy pamiętać, że  mandat ONZ w Libii przewidywał ochronę ludności cywilnej,  natomiast w nalotach NATO, jak już wcześniej zostało wspomniane, zginęło od 40 do 70 mieszkańców Libii.

Krajom Zachodnim nie udało się w Syrii „zaprowadzić demokracji”, tak jak to miało miejsce w Libii, zadecydowały o tym głosy sprzeciwu w Radzie Bazpieczeństwa ONZ Chin, oraz Rosji, która w syryjskim porcie Tartus posiada bazę swojej marynarki wojennej. Baszar al Assad cieszy się poparciem nie tylko za granicą, ale również w kraju – gdyby uchodził za takiego tyrana, za jakiego chcą go uważać zachodnie media, dawno zostałby zabity przez armię, zdominowaną przez wyznawców sunnizmu – odłamu islamu wyznawanego przez większość mieszkańców Syrii, lub niezadowolonych mieszkańców, jak to miało miejsce m.in. w przypadku rządzącego Rumunią Nicolae Ceaucescu. Sunnitami są również antyrządowi rebelianci, chcący wykorzystać animozje międzywyznaniowe jako pretekst do obalenia dotychczasowego przywódcy Syrii.

Po fiasku próby międzynarodowego potępienia,  Assad kontynuował. zwycięską ofensywę. Zdobył Baba Amro – stanowiącą centrum antyrządowego oporu dzielnicę Hims, i kilka innych miast. Szczęśliwa passa zakończyła się w lipcu 2012 roku, kiedy wspierani politycznie przez kraje zachodnie, a finansowo i militarnie przez Arabię Saudyjską i Katar  rebelianci przeszli do ofensywy.

Zdobyli większą część największego miasta Syrii – Aleppo, a ponadto przypuścili szturm na Damaszek. Mimo zmasowanego ataku mediów, i wbrew opiniom zagranicznych ekspertów o rychłym upadku „reżimu” Assada, włądza w Syrii się nie zmieniła, co więcej, od kwietnia 2013r. siły rządowe zaczęły przechodzić do ofensywy.

Jej zwieńczeniem była zwycięska bitwa o al- Kusajr, kiedy to przy wsparciu libańskiego Hezbollahu siły rządowe zdobyły to będące od lutego 2012r. pod kontrolą rebeliantów miasto przy granicy z Libanem.

Assad mógł jednak nie tylko przejść do defensywy, ale całkowicie stracić władzę  w ostatnim kwartale 2013r. Pod koniec sierpnia dokonano ataku gazowego na miasto Ghuta pod Damaszkiem, skutkiem czego zginęło 355-1821 ludzi, a 3600 doznało obrażeń. O masakrę oskarżono Assada. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie: jaki cel miał Assad, by dokonać tej zbrodni? Jego wojska w trwającej wojnie domowej przeszły do ofensywy, atak przeprowadzono 5 km od miejsca, gdzie przebywali obserwatorzy ONZ, poza tym Ghuta nie posiadała żadnego strategicznego znaczenia, a Assad wbrew temu, co sądzą zagraniczne media nie jest, i nie był krwawy dyktatorem, dokonującym  masowych egzekucji swoich obywateli.

Zanosiło się na kampanię oszczerstw, podobną do tej z Iraku w 1991r., jednak kolejnej interwencji, która obaliłaby bliskowschodniego  przywódcę gwarantującego stabilizację w regionie, zapobiegli… Amerykanie.Konkretnie John Kerry, który na jednej z konferencji prasowych powiedział, że interwencji mogłoby zapobiec tylko pozbycie się przez Assada broni chemicznej, ale w”wiadomo, że on tego nie zrobi”.

W tym momencie Sekretarz Stanu USA się przeliczył. Assad się zgodził na wywiezienie ze swojej ojczyzny arsenałów broni chemicznej, a Rosjanie pomogli mu wywiązać się z umowy. Chociaż W Syrii nie powtórzyły się scenariusze z Iraku czy Libii, kraj rządzony przez Baszara Al Asada podzielił ich losy. Wojna domowa, zamachy terrorystyczne, katastrofa humanitarna, morderstwa na tle religijnym i wyznaniowym i brak nadziei na zażegnanie konfliktu – Oto codzienność Syryjczyków.

Podsumowanie

Trzeba powiedzieć wprost – Wojna z Terroryzmem przyniosła odwrotne skutki do zamierzonych. W krajach, gdzie islamscy fundamentaliści przed 2001r. mieli wpływy, zachowali je do dzisiejszego dnia, a państwa stabilne, i zamożne, jak Irak, czy Libia, stały się wylęgarniami terrorystów.

Od ataków terrorystycznych nie są wolne również rejony należące do europejskiego kręgu cywilizacyjnego, wydawać by się mogło, stanowiącego gwarant dobrobytu i stabilizacji. Po  atakach terrorystycznych w Australii, Francji, czy Danii należy się poważnie zastanowić, czy zamachy na Starym Kontynencie nie staną się chlebem powszednim, jak to ma miejsce w Afganistanie,  Iraku, Libii, czy Syrii.

Sytuację w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie można porównać do mitu o Pandorze. Siłowe wprowadzenie demokracji w krajach ww. regionów otwarło Puszkę, z której uwolniły się nieszczęścia takie jak wojna, głód czy terror. Podobnie jak w antycznej historii , współczesnym nieszczęśnikom została jeszcze nadzieja. Jej przykładem może być fakty odbicia przez kurdyjskich bojowników miast Kobane i Tikrit, kontrolowanych do tej pory przez terrorystów z Państwa Islamskiego.

To dobry sygnał, ale należy sobie przypomnieć euforię najpierw po obaleniu talibów, a 10 lat później po śmierci Osamy bin Ladena. Te wydarzenia niestety nie przyniosły spokoju na świecie, a miejsce obalonych terrorystów zajęli jeszcze bardziej bezwzględni mordercy. Islamski terroryzm można porównać do Hydry – kiedy ucina się jedną głowę, odrastają dwa kolejne.

W 2015r. obchodzona jest 70 rocznica zwycięstwa nad III Rzeszą. Hitlerowskie Niemcy urosły w siłę dzięki bezczynności i krótkowzroczności krajów zachodnich, które godziły się na rozwój nazistowskiej potęgi kosztem „pokoju za wszelką cenę”, gdy postanowił interweniować, było już za późno,a ceną za posunięty do granic absurdu pacyfizm była śmierć ok 30 milionów ludzi.

Nie będzie przesadą porównanie islamizmu do nazizmu, a Państwa Islamskiego do III Rzeszy. Światowe mocarstwa w imię demokracji i poprawności politycznej przymykały oko na rozwój islamistycznej ideologii wśród muzułmańskiej społeczności na terenie Europy, co skutkuje masowym wyjazdem młodych wyznawców Allaha do Iraku i Syrii by walczyć w szeregach Państwa Islamskiego, wyrosłego na gruzach zdestabilizowanych przez Zachód krajów arabskich. Obecnie międzynarodowa koalicja prowadzi naloty na pozycję ISIS, można powiedzieć, że obudziła się z letargu, ale czy już nie jest za późno? Czy islamizm urośnie w taką samą, lub większą siłę, jak niecałe 100 lat wcześniej nazizm?   Czas pokaże.

Autor: Piotr Ziembiński

Reklamy